Trochę informacji i rozmyślań

A jednak… się kręci

To już pół roku. Jakoś tak wyszło, że wczoraj Dorota dostała pierwszą łyżeczkę marchewki. Byłoby trochę wcześniej, ale przypałętała się jakaś wysypka.

Trzeci raz przechodzimy przez wprowadzanie małego człowieka na kolejne „levele” życia. Jest więc trochę doświadczenia w temacie, możemy już też pozwolić sobie na porównania – jak było osiem lat temu, a jak jest teraz.

Już wtedy, w 2009 roku oboje stwierdziliśmy, że „Internet jest pełen wariatek”. Taki wniosek można było wyciągnąć patrząc na różne mity rozprzestrzeniane przez przyszłe mamy na różnych forach internetowych.

Wtedy człowiek mógł się nauczyć wszystkiego sam, podpatrzeć w internecie lub popytać znajomych.

Jest 2017 rok. Świat ewoluował.

Dzisiaj nadal „internet jest pełen wariatek”. Ale sprawy weszły na wyższy poziom. Pojawiła się kategoria „mam-terrorystek”. Jeżeli chcesz nosić dziecko w chuście – koniecznie spotkaj się z doradcą chustowym, broń Boże nie próbuj sam(a) – bo Twoje dziecko umrze, albo co najmniej zostanie kaleką! Materacyk do łóżeczka? Najlepiej wybierz z doradcą. Nie stosujesz metody BLW? Twoje dziecko umrze! (BLW – „Bobas lubi wybór” – teoretycznie fajna sprawa, chodzi o dawanie małemu dziecku wyboru w zakresie jedzenia, nie wgłębiałem się specjalnie. Gorzej, jeżeli zacznie się tę „filozofię” stosować bezmyślnie na najniższym „levelu”). Mamy-terrorystki pojawiają się w mediach społecznościowych (choćby na Fb można znaleźć wiele grup, które skupiają świeżo „rozpakowane” mamy, a wśród nich takie, które chcą narzucić swój sposób myślenia innym), na forach internetowych.

Aha – i najlepiej to nic nie rób sam(a). Do wszystkiego znajdziesz doradcę. I pamiętaj – jak coś zrobisz bez doradcy, Twoje dziecko umrze! I jeszcze jeden niesamowity tekst: „Jeżeli dziecko płacze jak nie jest na rękach to znaczy, że Tobą manipuluje. Nie daj się!”.

A jednak żyje… i się kręci.

Nosimy Dorotę w chuście (a w zasadzie w dwóch różnych), nosidle Manduca (po trójce już ładnie wypłowiało ?). Używamy fotelika samochodowego. Dorota jeździ w wózku, czasami w foteliku wpiętym w wózek. O zgrozo – sami wybraliśmy materac i gryzak. Ba! Przez myśl nam nie przeszło, żeby skonsultować rozszerzanie zakresu tego co je Dorota z dietetykiem. I tak – nosimy Dorotę na rękach, bo jak nie teraz to kiedy? Korzystamy z tego krótkiego czasu, kiedy możemy to robić.

Na półce.

Dla własnego spokoju kupiłem książkę Heidi Murkoff „Pierwszy rok życia dziecka”. Mieliśmy ją na półce także przy Hani i Agatce. Daje spokój, pozwala na sprawdzenie podstawowych informacji poza internetem (i rozwianie własnych obaw np. odnośnie koloru w pieluszce – nigdy tego nie zapamiętałem :), istotny jest rocznik wydania – nowa nie jest konieczna, ale wydanie z 2009 już nieco trąci myszką).

PS

Oczywiście marchewka była w odpowiednio przygotowanej formie.