Trochę informacji i rozmyślań

Pan Jan i inni nieznajomi

Od czasu, gdy przestałem zajmować się wizerunkiem w Chorągwi Zachodniopomorskiej ZHP, korzystam z luksusu jakim zdaje mi się w dzisiejszych czasach możliwość prawie pełnego odcięcia od Facebooka i Messengera.

Niemniej jednak w moim otoczeniu pojawiają się różne wątki związane z mediami społecznościowymi, które budzą emocje, bulwersują, wywołują sprzeciw. Gdyby świat działał prawidłowo, można by powiedzieć, że media te pędzą na spotkanie z betonową ścianą.

Obserwacja I

Jest tak od dawna, wszyscy to wiedzą – media społecznościowe stały się miejscem dyskusji (chociaż to słowo coraz mniej pasuje), która coraz częściej jest ściekiem. Kilka osób, ba! – czasami pojedyncza osoba – może sprowadzić rozmowę w sieci do poziomu rynsztoka. I nie chodzi wprost o zakres używanego słownictwa. W bańkach, w których mam szansę się znaleźć, nie jest ono rynsztokowe. Jednak i tak poziom dyskusji bywa wprost żenujący.

Obserwacja II

Zajmowałem się komunikacją w sieci bardzo długo. Nie napiszę tu „dziś sam jestem dziadkiem”, ale było mi dane tworzyć rozwiązania komunikacyjne, gdy o mediach społecznościowych w dzisiejszym wydaniu nikt jeszcze nie słyszał. Wtedy nikt nie brał pod uwagę problemu jakim stała się anonimowość, a w zasadzie jej poczucie, jakie powszechnie występuje. Trochę później okazało się, że nie trzeba być anonimowym, żeby pluć jadem.

Obserwacja III

Ostatnio trafiłem w Fb na wypowiedź jakiegoś frustrata w grupie, do której należałem od dłuższego czasu (i nie wypisałem się jeszcze). I stąd wzięła się jedna obserwacja dotycząca powstawania grup.

Jak powstaje grupa komunikacyjna w mediach społecznościowych? Ktoś zauważa potrzebę istnienia, zakłada ją, dodaje kilka osób. Pewnie pisze im, żeby zaprosili resztę. Czyli pozwala na to, żeby ktoś kolejny mógł zapraszać i akceptować członkostwo.

Grupa się rozrasta. Tylko – pojedynczy człowiek jest w stanie znać ograniczoną liczbę osób, a co za tym idzie kolejnych członków grupy zna coraz mniej, aż w końcu stają się dla niego całkowicie nieznani. Wszyscy mamy różnych znajomych, więc z czasem wśród członków grupy mogą pojawić się osoby całkowicie odbiegające od reszty, w tym osoby zupełnie przypadkowe (bo akurat zainteresowane tematem, albo „dobrze, żeby były”), a nawet niezrównoważone. O trollach i botach już pisałem? Facebook zbudował też taki świat, w którym nikt nie wie kim jest „Pan Jan” (imię: Pan, nazwisko: Jan).

W grupie, takiej występującej w świecie realnym, korekta składu grupy następowałaby niejako automatycznie. Naturalne procesy działania grupy powodowałyby „odrzucanie” osób niepasujących czy agresywnych. To naturalne i może prowadzić do kompletnego rozpadu grupy, albo do jej umocnienia.

W mediach społecznościowych te procesy nie zachodzą w taki sposób. Pojawienie się jednego aktywnego, toksycznego użytkownika (szczególnie w dużych grupach) zniechęca sporą część pozostałych. Dyskusja z toksycznym prowadzi na ogół do wylewania przez niego wiadra pomyj. Różni ludzie mają też różne pomysły na takie dyskusje – są tacy, którzy „dla zabawy” rozjuszają dyskutanta albo podrzucają mu kolejne tematy.

Obserwacja IV

Korzystanie z mediów, w tym zakładanie grup, w podstawowym zakresie nie wymaga zbyt dużych kompetencji. Wszystko jest uproszczone do minimum.

Dla wielu organizacji pozarządowych grupy na Facebooku stały się narzędziem komunikacji wewnętrznej. Dla małych organizacji utrzymanie bezpiecznego składu grupy raczej nie jest problemem. Dla dużych… Teoretycznie można próbować budować grupy o kontrolowanym składzie. Jest to możliwe technicznie, ale nierealne od strony organizacyjnej. Początkowa łatwość staje się przekleństwem.

Nie wspomnę już tutaj o kwestiach bezpieczeństwa, o których całe szczęście coraz częściej jednak zaczyna się myśleć.

Nie wiem co dalej

Nie pokuszę się tutaj o jakieś proroctwa.

Chciałbym przewidywać stopniowy odpływ od wykorzystania mediów społecznościowych w ten sposób przez organizacje, ze względu na brak możliwości automatycznego zarządzania zespołami i rosnącą świadomość potrzeby dyskusji w zamkniętym gronie, bez przypadkowych osób.

Niestety nic nie zwiastuje takiego kierunku. Ale może się mylę, może dobrze zorganizowane NGOsy są w stanie rozróżnić, co jest komunikacją wewnętrzną i używać do niej kontrolowanych przez siebie narzędzi.

Na koniec, może coś praktycznego

Stare internetowe „nie karmić trolla” może się jednak nie zestarzało. Ale przestało dotyczyć wyłącznie trolli.

Jeżeli ktoś nie przyszedł dyskutować, tylko wyładować frustrację, sprowokować innych albo po prostu zrobić awanturę, kolejne odpowiedzi raczej nie sprawią, że nagle zmieni zdanie i podziękuje za rzeczową dyskusję.

Jest jeszcze gorzej, kiedy do dyskusji dołączają ci, którzy doskonale wiedzą, z kim mają do czynienia, ale świetnie się bawią, podrzucając mu kolejne tematy i patrząc, jak coraz bardziej zalewa go żółć. Dla nich to zabawa. Dla pozostałych – kolejne porcje agresji.

Czasami (a w ostatnich latach coraz częściej) najlepszą odpowiedzią w dyskusji staje się milczenie.