Trochę informacji i rozmyślań

Dokąd to wszystko zmierza…

Generatywna AI (te wszystkie czaty, generatory gotowych rozwiązań, dokumentów) ma coraz większe możliwości. Dlaczego? Bo w jej „kodzie” (to bardzo duże uproszczenie) zaszyta jest cała wiedza jakiej dostarczono jej w procesie tzw „uczenia”. Pisałem kiedyś o zaszywaniu wiedzy w systemach informatycznych, tylko na zdecydowanie mniejszą skalę (Dylematy nowoczesnych systemów). Już w tamtym wpisie zastanawiałem się nad tym czy lepiej mieć system, który zwalnia z myślenia, czy taki, który jednak tego nie robi.

Upłynęło trochę wody w Odrze, powstało kilka systemów, opracowałem kilka procesów decyzyjnych w elektronicznym systemie obiegu dokumentów, byłem uczestnikiem kilku dyskusji, przysłuchiwałem się kilku kolejnym.

Na co już dzisiaj pozwala generatywna AI? Co najmniej na automatyzację prostych czynności, przy czym słowo „prostych” jest tutaj coraz bardziej umowne. Ze względu na to, że w AI zaszyte jest coraz więcej wiedzy zakres automatyzowanych prac staje się coraz większy. Nie widać (przynajmniej na razie) możliwości dobrego zautomatyzowania prac wymagających kreatywności. I całe szczęście.

Produktywność, zyski i pozorna świetlana przyszłość

Automatyzacja „prostych” prac niesie ze sobą kilka, dających się prosto zauważyć, konsekwencji:

  • oszczędność czasu,
  • podniesienie jakości,
  • ograniczenie kosztów.

To przekłada się na zwiększoną produktywność. Zwiększona produktywność daje pole do zwiększenia zysków. Większe zyski dają możliwość inwestowania w innowacje. I kółko się zamyka. Żyć, nie umierać. Świetlana przyszłość przed nami.

Zazwyczaj jest jednak jakieś „ale”. I niestety tak samo jest w tym przypadku, bo automatyzacja „prostych” prac niesie ze sobą też konsekwencje, które zauważalne stają się dopiero w szerszej skali.

Od zawsze (przynajmniej od średniowiecza) cechy rzemieślnicze kształtowały jasną i klarowną hierarchię: uczeń, czeladnik, mistrz. Na dobrą sprawę nie zmieniło się to również w dzisiejszych czasach. W pracy przedsiębiorstw cały czas funkcjonuje podział pracy na taką wymagającą niewielkiego doświadczenia (lub nawet nie wymagającą go wcale), tę wykonywaną przez doświadczonych pracowników (czeladników) oraz najtrudniejszą (lub najbardziej kreatywną) wykonywaną przez „mistrzów w swoim fachu”.

Gdy zabraknie czeladników

Mistrz i czeladnik są (na razie) bezpieczni. Wykorzystanie narzędzi wysokopoziomowego AI stanowi jednak realne zagrożenie dla osób rozpoczynających swoją karierę zawodową. Nie ma co się oszukiwać – młodzi ludzie bez doświadczenia wykonywali zawsze prace proste, powtarzalne, ucząc się przy tym zawodu. Jeżeli te prace są przejmowane przez AI, spada zapotrzebowanie na osoby początkujące. W części branż dzieje się to nie z biegiem czasu, a wręcz z dnia na dzień.

Na przykład tworzenie dobrych aplikacji stanie się już za chwilę zagadnieniem nie dla programistów, a dla architektów, którzy będą potrafili dokładnie i logicznie opisać wszystkie wymagania stawiane przed rozwiązaniem mającym realizować w konkretny sposób jasno zdefiniowane potrzeby biznesowe. To zaś zadanie dla człowieka z doświadczeniem. Wysoko wykwalifikowani specjaliści będą używali doskonałych narzędzi automatyzujących pracę generując bardzo dobre rozwiązania.

Problem w tym, że za nimi będzie sunęła pustka. Skoro zadań dla początkujących będzie coraz mniej to ofert pracy również. Firmy będą zachwycały produktywnością, ale z czasem (liczonym w latach albo nawet w dziesięcioleciach) pokolenie czeladników i mistrzów zacznie odchodzić. Tylko uczniów już nie będzie, bo nikt ich nie będzie zatrudniał.

Kształcić czy zarabiać? Dylemat najbliższych dekad

Brak ofert dla początkujących już dzisiaj zaczyna być problemem i powodem frustracji pokolenia wchodzącego na rynek pracy. W branży IT dosłownie z dnia na dzień jest w tym zakresie coraz trudniej. Postęp w AI zmienia i będzie zmieniał coraz szybciej całe branże.

Do podjęcia pojawia się bardzo ważne zadanie – zadbanie o to, żeby przygotować przyszłych czeladników i mistrzów, szczególnie w warunkach dylematu – „kształcić” czy „zarabiać”. Ktoś musi zadbać o zrównoważony rozwój, myśląc o nim w perspektywie kilkudziesięciu lat.

W tym wszystkim jest jedno pocieszenie – zawsze można zostać stolarzem 😉 Tylko ilu stolarzy jest potrzebnych na świecie…

Tytuł sponsoruje przedostatnie zdanie ze skeczu „Drętwy Wacław” Kabaretu Potem z programu „Dzikie Muzy”.